Joel, Noora, Filipp, Tuomas, Ansi, Shan

Pierwszy dzień w Helsinkach, spacerowałem poznając miasto. W pierwszej kolejności trafiłem przez przypadek na kościół Temppeliaukio, który jest wykuty w skale. Szczerze mówiąc wyobrażałem sobie go bardziej okazale gdy czytałem jego opis w domu. Następnie zwiedziłem centrum miasta i wszystkie obiekty, które widnieją w przewodnikach jako „obowiązkowe do zobaczenia”. Po 3 godzinach zwiedziłem całe miasto. Usiadłem w parku i zacząłem zastanawiać się co dalej. W trasę ruszyć nie mogę bo wiza do Rosji zaczyna mi się za 3 dni dopiero.

Przerażony cenami w sklepach, myślałem jak tu przetrwać te parę dni. Może do Szwecji jachtostopem? Fajnie by było ale to około 3 dni płynięcia w jedną stronę, więc odpada.
Usiadłem koło chłopaka , który grał na różnych instrumentach. Joel grał na ulicy z pasji tworzenia muzyki. Zagadałem do niego mając nadzieje na nocleg. Powiedział, że dla niego nie ma problemu ale jego dziewczyna jest dziwna i raczej nie będzie chciała żebym nocował u nich. Po chwili zjawiła się Noora. Starałem się jak mogłem żeby mnie polubiła i pozwoliła mi spać u nich. Nawet mi to wychodziło. Kiedy Joel zaczął się zwijać byłem pewny, że mam zapewniony nocleg. Joel odebrał telefon i po chwili rozmowy powiedział mi, że przeprasza ale dziewczyna powiedziała, że chyba sobie żartuje, że ktoś obcy będzie u nich spać… Hym, czyli Noora to nie jego dziewczyna. Noora zaniepokojona moją sytuacją niczym matka zaczęła dzwonić po znajomych i pytać czy ktoś może mnie przenocować.

image

Niestety nie udało jej się znaleźć mi noclegu. Pożegnaliśmy się i poszedłem na dworzec mając nadzieje, że go nie zamykają. Zasnąłem na pierwszej lepszej ławce. Po godzinie obudził mnie ochroniarz mówiąc, że muszę wyjść bo zamykają… Wstałem i poszedłem za trzema ludźmi, którzy wyglądali jakby nocowali tu nie pierwszy raz. Faktycznie dworzec był zamykany tylko częściowo. Położyłem się na karimacie widząc jak z zazdrością spoglądają na moje królewskie łoże, stali mieszkańcy dworca.
Najbliżej mnie siedział młody mężczyzna. Czysty, ogolony, normalnie ubrany, ipad, plecak Fjallraven. Taki bezdomny w fińskim wydaniu. Po chwili zaczął mnie zgadywać, co tu robię. Rozmawialiśmy dłuższą chwilę. Filipp powiedział, że i tę część zamykają ale dopiero o 2 w nocy. A co dalej? Zapytałem. Potem idę na stację bęnzynową gdzie siedzę godzinę, a o 04:00 otwierają bibliotekę gdzie siedzę aż zrobi się ciepło na zewnątrz. Świetnie to idę z Tobą. Gdy o 2 w nocy obudził mnie ten sam ochroniarz co wcześniej koło mnie i Filippa spał jeszcze jeden chłopak, Toumas.
Niesamowite jest to jak w takich sytuacjach ludzie momentalnie łapią ze sobą kontakt. Toumas wstał i lekko pijanym wzorem spojrzał na nas i powiedział. To co idziemy do baru na piwo? Spojrzałem się na Filippa z niedowierzaniem. Powiedziałem, że chętnie ale nie mam pieniędzy i nie pije alkoholu. Nie szkodzi, pieniądze ja mam i zapraszam Cię na sok. Uradowany sytuacją szybko się spakowałem i poszliśmy z Filippem za Toumasem. Po 5 minutach siedzenia w barze rozmawiałem z pięcioma nowo poznanymi Finami. Wypiłem parę soków, zagrałem parę rund w bilarda i o 04:00 kiedy zamykali bar wyszedłem z nowo poznanymi kolegami. Dołączył do nas jeszcze Ansii i Shan. Jak przystało na Finów wszyscy zażądali żebyśmy poszli na kawę. Jednym miejscem, które było otwarte o tej porze był McDonald. Toumas słysząc ile wydałem do tej pory pieniędzy w podróży zaczął się śmiać mówiąc, że dzisiejszej nocy wydał trzy razy więcej. W McDonald spytał się mnie czy chcę coś do jedzenia. Skromnie odpowiedziałem, że jakiegoś cheeseburgera małego poproszę. Thomas zamówił cheeseburgera, dwa bigmacki, trzy duże frytki i kawę dla każdego nas. Usiedliśmy w parku i zacząłem powoli jeść swoją kanapkę, żeby starczyło na dłużej. Powiedziałem Toumasowi, żeby zaczął jeść swoje kanapki bo będą zaraz zimne. Popatrzył się na mnie i powiedział. Przecież to wszystko dla Ciebie. Jest! Nie mogłem ukryć swojego zdziwienia przemieszanego z radością. W końcu najem się do oporu! Toumas powiedział, że jest pilotem i zaprasza mnie do swojego miasta, które znajduje się w środkowej Fundlandii skąd polecimy na samą północ. Romantycznie… Większość z nowo poznanych kolegów musiała iść już na pociąg. Na „dowidzenia” spytali się mnie czy potrzebuję pieniędzy. Powiedziałem, że nie dzięki. Nie przyjęli tego do wiadomości i wcisneli mi 20 euro. No dobra, aż tak się nie opierałem przed tymi pieniędzmi.

image

Został tylko Filipp i Shan do, którego mówiłem na początku Camishan. Po czasie zorientowałem się, że przedstawiając się nie powiedział „Camishan” lecz „call me Shan”. Spytał się mnie czy mam gdzie spać. Nie mam. No to chodź do mnie. Filipp też poszedł z nami. Po drodze Shan pokazywał swoje umiejętności kravmagi i opowiadał o jego filozofii spokoju ducha i dobroczynności. Doszliśmy do jego mieszkania.
Pierwsze drzwi wyglądały jak do wejścia klatki z tygrysami. Gruba szyba otoczona stalową blachą. Potem Shan odbył małą sprzeczkę z portierem, który siedział w odizolowanym pomieszczeniu za kratami. Następnie przechodzimy przez kolejne pancerne drzwi. Wchodzimy do windy. Tam Shan wpisuje kod i przykłada bransoletkę z czujnikiem. Winda rusza. Co tu za miejsce? Zapytałem. To jest miejsce dla ludzi, którzy nie mają domu. Kurde bezpiecznie tu. Nikt się nie włamie. Przechodzimy przez korytarz przypominający ten z polskich szpitali sprzed 10 lat. Wchodzimy do mieszkania. Minimalistyczny styl od razu rzucał się w oczy. W mieszkaniu nie było prawie niczego. Materac na ziemi, stół, dwa krzesła. Na blacie kuchennym turystyczny palnik z gazem. Nawet farby na ścianach nie było. Filipp przerażony miejscem powiedział, że idzie na dworzec. Ja podekscytowany sytuacją powiedziałem, że chętnie zostaję. Spytałem Shana gdzie mogę się położyć spać. Gdzie tylko chcesz. Chyba, że chcesz mi pomoc gotować? Nie, sorry. Zmęczony jestem. Muszę się przespać chwilę chociaż. Ok, śpij dobrze, przyjacielu. Rozłożyłem się na podłodze i zasnąłem szybciej niż zdążyłem o tym pomyśleć. Po 2 godzinach przebudziłem się i zobaczyłem Shana bez koszulki, który stał dalej przy kuchni. Jego plecy wyglądały jakby ktoś przejechał po nich kosiarką. Niektóre blizny były stare, niektóre dość świeże. Spytałem się co tam tak długo gotuje. Krak. Hah, jasne. Wstałem i poszedłem do łazienki. Krak? Napewno nie chodzi o narkotyk. Może to jakieś fińskie danie, kräkk albo kraaac? Wyszedłem z łazienki i wszystko stało się jasne.

Shan spytał się czy pomogę mu podzielić krak na porcje. Spojrzałem na stół i zobaczyłem mnóstwo małych torebeczek, wagę jubilerską, igły, a po środku w garnku sporą białą bryłę. Ile to jest warte? Około 6 tysięcy euro. Wyglądało to jak kadr z filmu. Pierwsze co pomyślałem, że zrobię zdjęcie… Zaraz, to przecież nie scenografia. Pomóc mu w dzieleniu? Mogę odmówić? Powiem, że muszę iść na pociąg. Na szczęście Shan nie miał problemu z tym, że mu nie pomogę. Był wyraźnie smutny, że będzie musiał robić to sam. Spytał jeszcze czy trafię na dworzec czy ma mnie odprowadzić. Nie, spoko poradzę sobie. Zbiliśmy piątkę i wyszedłem czym prędzej. Byłem potwornie głodny. Na szczęście miałem jakieś jedzenie w plecaku. Wybrałem jakieś ładne miejsce na posiłek, żeby mi bardziej smakowało. Zmęczony i głodny z plecakiem 20 kg dotarłem na wcześniej wybranego miejsca… No nie wierzę! Nie! Musi gdzieś tu być! Szukam, nie ma. Moja karimata została przy mieszkaniu Shana. Przekląłem parę razy i poszedłem z powrotem do miejsca gdzie mieszka Shan. Karimaty na zewnątrz nie było. Chciałem wejść do środka zapytać czy może ktoś o dobrym sercu oddał moja zgubę.
Wejść się nie dało. Z głośnika obok drzwi ktoś zaczął mówić coś po fińsku.
Powiedziałem, że nie rozumiem. Wyjaśniłem o co mi chodzi. Pani spytała co ja tu w ogóle robiłem. Spałem u kolegi, odpowiedziałem. Zrobiła się awantura, że nikt nie ma prawa tu wchodzić kto nie mieszka. Jak ja tu wszedłem? Co za różnica? Jestem teraz na zewnątrz, a nie w środku, więc co za problem? Pytam o co innego. Jest moja karimata czy nie? Wie Pan, to jest takie miejsce, że jak coś Pan zostawi to już Pan tego nie ma. Aha. No i trzeba było tak od razu!
Bez karimaty w drodze na dworzec, zjadłem kanapkę i poszedłem spać.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s