Jedzenie, bankiet, piwo.

Tego dnia spałem na dworcu na wygodnej kanapie, wygrzewając się w słońcu. Nagle że snu wybudza mnie jakiś typ. Co tu w dzień też nie można spać? Na szczęście to był tylko Filipp.

Opowiedziałem mu jak się skończył nocleg u Shana. Nie mógł w to uwierzyć. Nie dziwię się, ja też nie mogę. Spytał się mnie jakie na dziś mam plany. Najważniejsze było dla mnie znalezienie taniej w miarę dobrej karimaty, potem do Kiasma muzeum. Zapytałem Filippa czy on dziś coś ciekawego robi. Dziś jest dzień w, którym dają jedzenie dla bezdomnych, powiedział. Było to dla mnie wystarczająco interesujące żeby się przyłączyć. Filipp zaprowadził mnie do paru sklepów turystycznych. Ceny karimat zaczynały się od 40 euro, jedną była nawet za 5 euro ale przypominała bardziej szeroki papier toaletowy niż karimatę. Też mniej więcej to samo można było z nią zrobić. Zrezygnowany poszedłem z Filippem po jedzenie, byłem przygotowany na czerstwy chleb, stare warzywa, konserwy. Na miejscu byli nie tylko bezdomni i narkomanii. Byli też ludzie wyglądający lepiej niż ja, co mnie pozytywnie nastroiło.
Niektóre produkty nie nadawały się do bezpośredniego zjedzenia, a nie miałem dostępu do kuchenki, więc nie brałem wszystkiego.
image

Zjedliśmy wspólnie w parku i poszliśmy do centrum miasta pod muzeum. Filipp nie był zainteresowany wystawą Mapplethorpa więc się rozstaliśmy. W muzeum w jednej z sal wystawowych gdzie był wyświetlany film nie wiedząc kiedy zasnąłem na wygodnym fotelu. Nie wiem jak długo spałem. Na szczęście siedząc w ostatnim rzędzie nikt mnie nie zauważył śpiącego. Zostawiając plecak w szatni, wyszedłem z muzeum w poszukiwaniu karimaty. Chciałem też znaleźć jakiś tani kompas. W trakcie szwędania się po mieście zauważyłem odbywający się bankiet. Pomyślałem, że może uda mi się tam wyjść.
Udało się.
image

W środku zostałem zapytany jakie mam zdanie na temat przemowy. Przemowa skończyła się zanim wszedłem więc nie miałem pojęcia o co chodzi. Spojrzałem na trzech facetów w garniturach i z szerokim uśmiechem powiedziałem, że była dość ciekawa ale drugi aspekt był trochę za mało rozwinięty. Za to z trzecim całkowicie się zgadzam.
Nie wiem czy wyczuli, że całkowicie nie mam pojęcia o czym mówię ale powiedzieli, że w sumie to mam rację. Potem zapytali co robię w Helsinkach. Powiedziałem, że zwiedzam i przyjechałem autostopem z polski. Nie wierzyli, więc nawet nie mówiłem dokąd jadę.

Zbliżała się godzina koncertu Noory na, który mnie wczoraj zaprosiła. Pod sceną spotkałem Joela, chwilę pogadaliśmy i po koncercie poszedłem przywitać się z Noorą. Noora widząc mnie ucieszyła się i powiedziała, że coś dla mnie ma. Przyniosła mi kanapki zrobione w domu i kupiła mi chleb. Było to dla mnie szalenie miłe. Przecież poznałem ją dopiero wczoraj, a też nie wiedziała czy w ogóle przyjdę na koncert. Pojawił się też Francuz mieszkający od paru miesięcy w Helsinkach. Zaczęliśmy rozmawiać o tym i tamtym. Słysząc moją historię zeszłej nocy zaproponował mi nocleg. Ekstra, znów nie będę musiał spać na dworze!
Martin zrobił zakupy i pojechaliśmy do niego. Nie mogło zabraknąć przeraszającego zdania o bałaganie w mieszkaniu. No tak, bałagan w mieszkaniu. To nie wiem czy chce spać w takim miejscu… Martin zrobił nam po pizzy. Dał mi materac do spania i w końcu mogłem spać jak długo chciałem. Następnego dnia leżałem prawie cały dzień.
image

Pisałem coś na bloga, podładowałem akumulatory w aparacie i swoje.
Kiedy Martin wrócił z pracy zapytałem go czy mogę zostać jeszcze jedną noc. Nie ma problemu tylko jutro idę na spotkanie couchsurfing więc może pójdziesz ze mną? Chętnie! Ludzie tacy jak ja. Podróżujący i nocujący gdzie się da. Kolejnego dnia wyruszyłem spacerkiem na miejsce spotkania, po drodze szukając karimaty. Na miejsce dotarłem podekscytowany myślą poznania nowych ludzi podobnych do mnie. Na miejscu okazało się, że couchsurfing przerodził się w facebook lub nawet portal randkowy. Nikt kto był na spotkaniu nie był turystą. Większość była rodowitymi Finami, którzy nie przyjmowali gości na nocleg. Niektórzy byli przyjezdnymi zza granicy pracując tu na stałe. Średnio to towarzystwo mi się podobało. Akurat ta noc była nocą artystów i wszędzie na ulicach były jakieś występy. Głupio mi było odejść od Martina. Siedziałem z nimi aż przenieśliśmy się z parku do pubu. Tam jeszcze godzinkę się przemęczyłem i poszliśmy do domu. Pożegnałem się z Martinem przed pójściem spać, to była moja ostatnia noc u niego. Następnego dnia wyruszałem w stronę Rosji.

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Jedzenie, bankiet, piwo.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s