M7/M5 Dzień 2

Dzisiejszy cel to Czelabińsk, 600 km do przebycia.

Przebudziłem się pełen nadziei, że któraś z ciężarówek zaraz weźmie mnie paręset kilometrów stąd. Znów „magicznie” żadna nie jechała tam gdzie ja chciałem jechać.
Stanąłem przy ulicy na zmianę pokazując tabliczkę Ufa, Czelabińsk.

image

image

Minęła godzina. I co, znów będę bić swój rekord długości czekania? Poszedłem na parking szukać podwózki. Idąc tam zostałem zapytany czy jadę do Ufa. Tak, chciałbym. No to pakuj plecak do samochodu. Za 5 minut jeszcze ktoś przyjdzie i jedziemy. Jak powiedział, tak zrobiłem. Siedzę w samochodzie z plecakiem na kolanach. Patrzę na mapę gdzie w Ufa zacząć łapać stopa. Wtedy przychodzi dwóch chłopaków. Zaczynają żywiołowo rozmawiać z kierowcą. Okazuje się, że kierowca myślał, że ja to jeden z tych dwóch co przyszli. Oni z kolei umówii się z kierowcą przez telefon. Ah… Nie mów hop Victor. Próbowałem przekonać ich, że przecież się zmieścimy bez problemu, nawiasem mówiąc nie wiem jak byśmy to zrobili. Jak się dowiedziałem, że oni płacą za ten przejazd to odpuściłem. Wysiadłem i walnąłem głowa w kajaki na przyczepie. Ostrożnie, krzyknął kierowca.
-Wiem, wiem. Ja z moim wzrostem cały czas w coś uderzam, a dokąd jedziesz?
-Do Ufa.
-O! Weźmiesz mnie ze sobą?
-Ty z Polski jesteś?
-Tak.
-To Ty brat! Słowiańska krew! Wsiadaj!
Okazało się, że jadę z drużyną kajakarską wyracającą z mistrzostw europy z Krakowa. Kierowca był ich trenerem. Szybko się okazało, że mały wspólne zainteresowania przez co łatwiej się rozmawiało. Usłyszałem nawet komplement, gdy kierowca zapytał się mnie skąd znam rosyjski. Ja? Nie znam. To co umiem nauczyłem się będąc teraz w Rosji. Spytał czemu nie jechałem przez Ukrainę. Bo tam wojna przecież jest. Jaka wojna. To biznes. Tam najemnicy z całej europy walczą za pieniądze.

image
Ponad godzinę czekania.

image

image

Dojechaliśmy przed Ufa. Kierowca krzyknął przez CB radio czy ktoś może mnie wziąć w stronę Czelabińska. Odezwała się ciężarówka stojąca 2 metry obok nas, że może mnie wziąć.
Genialnie, za 2 minuty ruszam dalej w trasę. Krajobraz robił się coraz bardziej górzysty. Przed nami ural. Kierowca zatrzymał się na jednej że skarp nad miastem. Szybkie zdjęcie i jedziemy dalej.
image

Po paru godzinach byliśmy przed Czelabińskiem. Tam kierowca mnie zostawił przy parkingu dla ciężarówek. Powiedział, że stąd dużo samochodów jedzie do Omska i nie powinienem mieć problemu ze złapaniem samochodu.
Poszedłem do kafe coś zjeść. Miód po 4 ruble + chleb jeszcze z Moskwy i oczywiście obowiązkowy czai. Gdy już się się szykowałem spać w pozycji szkolnej, ochroniarz powiedział, że tu nie wolno spać i muszę wyjść. Panie jest 2 w nocy. Gdzie mam iść? Próbowałem wytłumaczyć, że ja biedny student z polski, że autostopem przyjechałem jadąc przez Finlandię. Nic to nie dało. Zaproponował mi nocleg w pobliskim gościńcu za 1000 rubli, to tyle ile mam na jedzenie na dwa dni… Zobaczyłem na mapie, że 2 km w stronę Czelabińska jest stacja benzynowa. Ide, może się uda tam przekoczować noc.
Na stacji udało mi się naładować komórkę, umyć zęby i przespać przez 3 godziny. Ogólnie to więcej niż potrzebowałem.
Jeszcze 3500 km do Irkucka.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s