Droga do Ulaanbaatar

Nadszedł dzień opuszczenia Irkucka. Szkoda, bo mógłbym jeszcze miesiąc zwiedzać okolice.

Do stolicy Mongolii udało mi się dojechać bez problemów, wręcz było jakby zbyt łatwo.
W Irkucku wsiadłem w pociąg, który mnie wywiózł 10 km za miasto. Z początku nie wiedziałem gdzie mam łapać stopa w stronę Ułan Ude. Zapytałem o drogę M55 i po chwili stałem w idealnym miejscu. Za mną był przystanek autobusowy, a przede mną przejście dla pieszych.
Po 15 minutach zatrzymał się terenowy samochód. Zapytał ile zapłacę za podwiezienie do Kłutuka. Odpowiedziałem, że nic bo nie mam pieniędzy i przemieszczam się autostopem. Kierowca się zgodził podwieźć mnie za darmo. W Kłutuk doszedłem na sporą stację benzynową gdzie czekałem dość długo.
image

Zaczęło się robić ciemno, a ciężarówki zaczęły się szykować do snu. Jeden z kierowców powiedział, że dziś to już nic nie złapię. Ułan Ude jest 800 km stąd i nikt już nie jedzie tam o tej godzinie.
Przeszedłem po wszystkich ciężarówkach na parkingu. Rzeczywiście, wszyscy zostawali na noc. To może jakaś osobówka się zatrzyma? Idąc na ulice jeden z kierowców zawołał mnie. Był to chłopak w moim wieku. Zapytał czy jadę do Ulan Ude. Tak, a Ty? Też tam jadę, wsiadaj. Poczęstował mnie plackami z mięsem i herbatą. Był wyraźnie podekscytowany moją podróżą i chyba sprawiało mu radość pomaganie mi.
Do miasta dojechaliśmy o 2 w nocy. Zapytał się mnie gdzie będę spać. Najchętniej w lesie przy ognisku ale teraz to raczej nie możliwe więc będę spać na ulicy, odpowiedziałem. Powiedział, że to wykluczone i zaczął dzwonić po hostelach. 400 rubli masz? No mam… Powiedział, że zawiezie mnie do hostelu, a jutro pokaże miasto.
Dojechaliśmy pod jakiś malutki hosteli wyglądający na zamknięty. Tu jest ten hostel, pasuje? Da, pasuje.
Podjechaliśmy jeszcze 100m dalej i powiedział, że tu mieszka jego ojciec i zaprasza mnie na czai.
W mieszkaniu na stole czekał na mnie nie tylko czai ale i pełny talerz jedzenia. Gdy zjadłem wszystko, gospodarz krzyknął, że mam pusty talerz. Momentalnie podano mi drugą porcje jedzenia.
Gdy wszystko zjedliśmy powiedziano mi, że tu mogę spać. Było to dwuosobowe łóżko. Spoko mogę spać z kimś, nie robi mi to różnicy. Jednak łóżko było przygotowane tylko dla mnie. Rodzice poszli do pokoju obok, a ich dwóch synów spali na ziemi. Tłumaczyłem, że ja nie muszę spać w łóżku, że mam karimatę. Usłyszałem tylko, że to wykluczone i będę spać w łóżku. Ah, no cóż jak mus to mus.
image

Rano śniadanie do syta i ruszam dalej. Usłyszałem, że idą wnosić okna. Krzyknąłem z radością, że pomogę. W końcu będę mógł się jakoś odwdzięczyć!
Wnieśliśmy okna na 5 piętro. Powiedzieli, że w ramach podzięki za pomoc zawiozą mnie do świątyni, która jest po drodze do granicy. Przecież to ja właśnie się odwdzięczyłem…
Na miejscu zobaczyłem kompleks świątyń buddyjskich. Sporo turystów ale tylko ja byłem z europy. Wysoki z brodą i wielkim plecakiem. Dla niektórych byłem większa atrakcją niż same świątynie. Na miejscu była też atena w której odbywały się zawody zapaśnicze. Gdy tylko wszedłem, fotoreporterzy zaczęli robić robić mi zdjęcia… Popatrzyłem chwilę na walki i poszedłem dalej łapać stopa.
image

image

image
image

Pierwszy samochód zatrzymał się mówiąc, że jedzie 50 km w stronę granicy. Byli to Rosjanie oprowadzani przez przewodnika. Po drodze zatrzymywaliśmy się przy każdym ważniejszym kamieniu i koniecznie przy każdym źródle wody.
image
image

W jednym miejscu było 16 źródełek, a każde z nich miało inną magiczną moc uzdrawiania. Na serce, na oczy, na wątrobę, na szczęście, na skórę, na kości. Tą trzeba wypić, tą się umyć…
Gdy im powiedziałem, że zmierzam do Ułan Bator, odpowiedzieli, że mi się nie uda, że to nie możliwe. Gdy im powiedziałem, że w ten sposób dojechałem z polski zamilkli.
Dojechaliśmy do restauracji. Z tego miejsca zwracali do Irkucka. Powiedzieli, że mogą mnie zawieść na przystanek autobusowy bo tu naprawdę ciężko o złapanie autostopa. Uśmiechnąłem się tylko i wyciągnąłem tabliczkę z napisem „Khyagt” i pierwszy samochód się zatrzymuje. Pomachałem na dowidzenia Rosjanom i wsiadłem zadowolony do terenowego mercedesa. Ich min długo nie zapomnę.
Kierowca powiedział, że dziś dojedziemy tylko do granicy. Spytał się mnie gdzie docelowo jadę. Do stolicy Mongolii, a potem do Chin. Mogę załatwić Tobie transport jutro do Pekinu, odpowiadał. Kierowca był właścicielem firmy przewozowej. Miało być trudno, a jest aż za łatwo.
Na granicy nie wymagali ode mnie żadnej rejestracji pobytu. Wszystko poszło gładko.
Kierowca zaprosił mnie na obiad do hostelu. Pierwszy raz jadłem owcę, lekko gumowata i lekko słodka. Po posiłku pokazał mi pokój w którym mogę zostać na jedną noc. Jutro jedzie dalej o 8 rano więc jak chcę z nim jechać muszę być przy samochodzie o tej godzinie.
Wstałem po 10… Zjadłem resztę zapasów jedzenia z plecaka i wyszedłem łapać stopa do Ułan Bator. Przeszedłem 2 km i zacząłem pisać „Улаанбаатар”. Doszedłem do trzeciej litery i mini van zatrzymuje się pytając dokąd jadę. Do Ułan Bator. No to wsiadaj. W środku było 5 facetów wracających z pracy z Rosji do domu. Poczęstowali mnie plackami z mięsem i zaproponowali piwo i papierosy. Skorzystałem tylko z pierwszej opcji. Kierowca spytał ile mu space za podwózkę. Nic, jeżdżę autostopem. Powiedziałem też, że jeśli nie chce mnie zawiść za darmo to mogę wysiąść bez urazy. Zgodził się zawieść mnie za darmo.
Po drodze zrobił się jakiś problem przez, który nie mogli mnie zawieść do miasta. Zostało mi 200 km do stolicy. Znów pierwszy przejeżdżający samochód i 5 sekund później jadę do Ułan Bator…
Na miejscu wysiadłem 5 km od centrum miasta. Idąc w stronę centrum z przerażeniem patrzyłem na najbrzydszą stolicę jaką widziałem. Skontaktowałem się z hostem z CS. Niestety nie wiedział, że będę tak szybko na miejscu i jest po za domem. Tak, ja też nie przypuszczałem, że tak szybko dojadę na miejsce.
Poszukałem najtańszego hostelu, po pół godzinie szukania wszedłem do restauracji zapytać się o drogę. Jedna z pracujących tam kobiet powiedziała, że zaprowadzi mnie tam. Chodziliśmy po mieście prawie godzinę. Powiedziałem w końcu, że przepraszam za problem i mogę ją odprowadzić do restauracji i dalej sam poszukam hostelu. Usłyszałem, że to wykluczone. To ona mnie przeprasza, że tak długo chodzimy i ramach przeprosin poczęstuje mnie jedzeniem w restauracji.
W restauracji dostałem podwójny obiad, a gdy zrobiło się późno powiedziała, że jeśli chcę to mogę przenocować i niej. Jeszcze dodała, że przeprasza za małe dziecko płaczące w nocy i męża, który wstaje wcześnie rano do pracy…
Już nie wiem jak miałem dziękować za pomoc. Znów było mi głupio przez uprzejmość jaką doznałem.
Jutro szybkie zwiedzanie miasta i pod namiot nad jezioro albo rzekę! Z dala od ludzi. Chce w końcu pobyć trochę sam, wyciszyć się.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s